niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 11


To chyba będzie jeden z dłuższych wstępów. Bardzo długo nic nie pisałam, nie miałam czasu jak również pomysłu. Było mi ciężko cokolwiek napisać, w mojej głowie narodził się całkiem inny, nowy pomysł.  Zaczęłam pisać nowe opowiadanie, jednak jak na razie nie będę go publikować. Nie chcę robić zamieszania i publikować jednocześnie dwa  opowiadania. Te opowiadanie nie do końca wyszło tak jak ja chciałam, przestało mi się podobać. Postanowiłam coś w nim zmienić, przede wszystkim zmieniłam sposób narracji i chyba piszę trochę inaczej, lepiej, a przynajmniej tak mi się wydaje. Bardzo proszę was o komentarze, śmiało krytykujcie mnie, to dla mnie bardzo ważne ponieważ trochę się pogubiłam i nie wiem jak dalej powinno wyglądać to co pisze. Nie zamierzam zawiesić bloga lub porzucić to opowiadanie, jestem jedną z tych osób które jak już coś zaczną to muszą to skończyć.
Bardzo was przepraszam jeśli rozdziały będą się pojawiać w długim odstępie czasowym, jednak muszę zająć się poważniej nauką.  Przepraszam również za to, że rozdziały mogą być czasem słabe i nudne, wynika to jednak z mojego braku pomysłów lub czasu na napisanie czegokolwiek. Dziękuję wszystkim którzy mnie wspierają w tym co robię, moim koleżankom której mi doradzają i pomagają gdy nie wiem co napisać, każdej osobie, która czyta moje wypociny nawet jeśli nie komentuje. Dziękuje każdemu kto choć raz pozostawił tu swoją opinię. Wasze komentarze są dla mnie bardzo ważne, ostatnio jest ich coraz mniej, ale w pełni to rozumiem mi samej to co piszę coraz mniej się podoba. Ten rozdział który za chwilę przeczytacie w miarę mnie zadowala, moim zdaniem jest lepszy niż poprzednie. Mam nadzieję, że wam się spodoba.  Dziękuje wam za wszystkie wejścia! Odwiedziło mnie już ponad 3700 osób! Jest to dla mnie niezwykłą radością. Nie spodziewałam się, że aż tyle osób będzie zainteresowane tym co piszę.
Niestety nie mogę wam powiedzieć kiedy ukaże się kolejny rozdział . W najbliższym czasie będę zajęta. 14 marca (czwartek) idę na koncert Huntera w klubie Palladium w Warszawie!!! Już nie mogę się doczekać :P

Na koniec, dziękuję wszystkim którzy dobrnęli do końca tego długaśnego wstępu.
Teraz zapraszam do czytania.
P.S. Werciu tak jak chciałaś dedykuję ci ten rozdział :P A pewna część jest dla Dżastiny, ty już wiesz która i dlaczego :P


Zapraszam również pod adres :  these-i-love.blogspot.com/
Może znajdziecie tam coś dla siebie :)
/Alex




Dziewczyna stała przy oknie i wpatrywała się w przechodniów. Chwyciła paczkę fajek leżącą na parapecie, otworzyła ją i wyjęła jednego szluga. Włożyła papierosa do ust, odpaliła go i mocno się zaciągnęła, powoli wypuściła dym.  W pomieszczeniu panowała cisza, żadne z nich się nie odzywało. Mieli tak wiele do powiedzenia, tak wiele pytań. Jednak, żadne z nich nie miało odwagi się odezwać.  W końcu chłopak zaczął.
-Tak właściwie to po co tu przyszłaś? Myślę, że nie bardzo mamy o czym rozmawiać.
Ona nawet się nie odwróciła dalej wpatrywała się w okno. Stała dalej patrząc na ludzi zmierzających w nieznanych jej kierunkach. Zgasiła papierosa w popielniczce i powoli odwróciła się w stronę chłopaka. Dokładnie mu się przyjrzała. Nie poznawała go, jeszcze nie tak dawno miała go za przyjaciela, teraz wydawał się jej zupełnie obcy. Nie rozumiała dlaczego tak się od niej oddalił. Tydzień wcześniej stało się coś co spowodowało, że chłopak zupełnie zerwał z nią kontakt. Problemem było to, że dziewczyna zupełnie nie rozumiała co spowodowało tą nagłą zmianę w relacjach między nimi.  Głośno westchnęła i w końcu się odezwała.
-Ja jednak uważam że mamy o czym rozmawiać. Chyba powinniśmy sobie coś wyjaśnić. Nie wiem czemu się tak zachowujesz. Jeśli chodzi ci o to, że spałam ze Slash’em, to wiedz, że to tylko i wyłącznie moja sprawa. Nie rozumiem czemu się na mnie o to obrażasz i jeszcze mnie wyzywasz! To ja decyduje z kim sypiam! Nawet jeśli bym tego żałowała, to i tak nic ci do tego. Każdy popełnia błędy i robi coś czego potem żałuje.  Przecież nie masz prawa być zazdrosny! Nigdy nie byliśmy razem, nigdy nic między nami nie było! Poza tym masz chyba tą swoją Hope no nie?! Przestań robić cyrki, nie chce stracić przyjaciela…- dziewczyna powiedziała wszystko co już od dawna chciała mu powiedzieć.- Za wiele dla mnie znaczysz…-dodała już o wiele ciszej.
W oczach miała łzy, czekała aż on w końcu coś powie, coś jej wyjaśni. Tak bardzo chciała, żeby już wszystko było dobrze, tak jak kiedyś. On jednak siedział cicho, nie patrzył na nią. To tak bardzo bolało, czuła, że straciła przyjaciela. Do oczu napłynęły jej łzy, tak bardzo pragnęła aby już się odezwał Powiedział o co mu chodzi, żeby mogła go zrozumieć.  Podeszła do mężczyzny, wyciągnęła dłoń i pogłaskała go po policzku. Ujęła jego twarz w dłonie i spojrzała w jego brązowe oczy. Nie wyczytała z nich żadnych emocji. Zabrała ręce i skierowała się ku wyjściu. Tuż przed drzwiami zatrzymała się i wróciła do chłopaka.
-Wiesz co? Nie sądziłam, że taki jesteś. Przyszłam tu, żeby to wszystko wyjaśnić, a ty mnie olałeś. – powiedziała.
Chłopak wstał z krzesła na którym siedział  i wolno podszedł do dziewczyny. Spojrzał na nią i otarł dłonią  łzy z jej policzków.  Gdy ona chciała coś powiedzieć, mocno wpił się w jej usta.  Zaczął błądzić rękami po jej plecach. Dziewczyna chyba lekko się wystraszyła szybko się od niego oderwała. Spojrzała mu w oczy, on zrobił to samo.
-Kocham cię…- wyszeptał. 
W jej oczach było można dostrzec przerażenie.
-Ja, ja chyba musze już iść. Zadzwonię.-wydukała i pobiegła w stronę drzwi. Zostawiła  Izzy’ego samego w kuchni. Chłopak sam nie wiedział co ma myśleć, czy ona nic do niego nie czuje i boi się go zranić? Nie wiedział. Podszedł do szafki i wyjął z niej wódkę i szklankę. Usiadł przy stole i nalał sobie alkoholu. Wypił całą zawartość szklanki na raz. Cały czas miał w głowie widok przerażenia które zobaczył w oczach Julie po pocałunku. Co zrobi jeśli ona nic do niego nie czuje, jeśli  jego wyznanie wszystko zniszczy? Nie chciał jej stracić. 

W pokoju piętro wyżej spała Hope, ta dziewczyna wciąż pozostawała dla niego zagadką.  Ciągle nie wiedział skąd jest i czemu uciekła z domu, bo przecież musiała uciec. Jedyną osobą z którą młoda rozmawia jest chyba Steven. Adler zaczął ją traktować jak młodszą siostrę, jednak i on nie jest zbyt rozmowny na temat Hope. Izzy parokrotnie starał się coś z niego wyciągnąć, ale nigdy mu się to nie udało.  Teraz Stradlin nie bardzo rozumiał czemu pomógł dziewczynie. Przecież nigdy go nie ruszały takie sytuacje. Zazwyczaj omijał takich ludzi. Nie wrzucał im nawet centa, nie próbował pomóc. Hope jakoś go przyciągnęła,  nie umiał przejść obok niej obojętnie. Dziewczyna mieszkała z nimi już około tygodnia, Izzy wielokrotnie próbował się jakoś z nią zbliżyć, nawiązać jakiś kontakt, jednak ona budowała wokół siebie mur. Widywał ją tylko rano i wieczorem. Rano schodziła i jadła śniadanie, czasem zamieniła z nim parę słów, potem  szła do pracy. Izzy nie wiedział gdzie pracuje, nie powiedziała mu. Ogólnie o pracy wspomniała tylko raz, zaraz po tym jak ją znalazła, jakieś 3 dni po przygarnięciu jej przez Izzy’ego. Wracała około 20 jadła kolacje i tyle ją widział. Nie chodziła z nimi na imprezy, z domu wychodziła tylko wtedy gdy musiała czyli do pracy i na zakupy. Czasem wieczorami do jej pokoju szedł Steven i długo o czymś rozmawiali, jednak tylko oni znali temat swoich rozmów.  Adler zaczął mniej imprezować, dużą część jego czasu pochłaniała Hope. Widać było, że się polubili. Hope unikała najbardziej kontaktu ze Slash’em wyglądało to trochę tak jakby się go bała. Izzy często zastanawiał się jaka była przeszłość Hope. Może ktoś ją skrzywdził, może w jej życiu wydarzyło się coś o czym chciała zapomnieć. Jedyną osobą która mogłaby to wiedzieć był Steven. Izzy wiedział że coś mu powiedziała, musiała opowiedzieć mu o sobie.  Stradlin już całkiem odpuścił sobie próby dowiedzenia się czegokolwiek, jeśli będzie chciała sama mu powie.
Nagle w kuchni pojawiła się Hope, włosy były rozczochrane, miała na sobie za duży T-shirt który dał jej Steven i szorty. Była sobota więc dziś szła do pracy później. Usiadła przy stole naprzeciwko Izzy’ego. Patrzyła chwilę na chłopaka. Widziała, że coś jest nie tak, ostatnio tak wyglądał w dniu w którym zabrał ją z ulicy.
-Izzy, co jest? Coś się stało?- powiedziała patrząc jak chłopak nerwowo przewraca zapalniczkę w rękach.  On jednak nie odpowiadał, wyciągnęła dłoń i położyła ją na rękach chłopaka. On wolno podniósł wzrok i spojrzał jej w oczy.- No proszę powiedz mi, wiem, że prawie nigdy nie gadamy, ale możesz mi ufać. Co się stało?
Izzy wciąż w ciszy wpatrywał się w oczy dziewczyny. W jego oczach był tylko smutek. Hope nie znosiła takich sytuacji, zawsze była jedną z osób które starają się nie mieszać w sprawy innych.  Nie miała pojęcia co powinna zrobić, miała wrażenie, że Izzy zaraz się rozpłacze. Nie wiedziała czy może powinna coś powiedzieć, może przytulić go. Miała nadzieję, że chłopak w końcu coś powie bo ta cisza stawała się dla niej coraz bardziej krępująca. Na szczęście Izzy na reszcie coś powiedział.
-Rano była tu Julie. Chciała wiedzieć co się stało, czemu się od niej odwróciłem. – wstał z krzesła i podszedł do okna.-  Wiesz tego dnia kiedy się poznaliśmy, to rano coś się wydarzyło. Od dawna chciałem powiedzieć Julie, że coś do niej czuje. Zacząłem jej szukać, dzień wcześniej trochę wypiliśmy więc było oczywiste, że została u nas w domu. Gdy wszedłem do pokoju Slash’a ona tam była, naga. Przespała się ze Slash’em. Jak zwykła dziwka, upiła się i poszła bzykać z Hudsonem.  Czułem się jakby mnie zdradziła, ale przecież nigdy nie byliśmy razem. Teraz wiem jak głupio postąpiłem.  Było jej przykro, rano przyszła wszystko wyjaśnić. Pytała, a ja nie odpowiadałem. W końcu ją pocałowałem i powiedziałem że ją kocham.  Wiesz ja od dawna coś do niej czułem, już jak ją poznałem wiedziałem, że będzie dla mnie kimś ważnym.  Po tym co jej powiedziałem , uciekła. Tak po prostu mnie zostawiła, nie powiedziała czy też mnie kocha czy też nie. Powiedziała jedynie, ze musi już iść i że zadzwoni.  Nie wiem co mam myśleć, nie kocha mnie, a może się wystraszyła?  Tak bardzo bym chciał aby ona czuła to samo co ja, byłą tu przy mnie, kochała mnie. Dobra, dosyć o mnie, pewnie masz własne problemy. Hope jesteś dla mnie zagadką. Wiesz zastanawia mnie co się stało w twoim życiu. Zachowujesz się jakby ktoś cię skrzywdził, jednak ja nie będę naciskał. Jeśli chciałabyś kiedyś pogadać to zawsze cię wysłucham. Pamiętaj o tym.- Izzy chyba potrzebował tej rozmowy. O ile można to nazwać rozmową, chciał wyrzucić z siebie wszystko co go męczyło.  Hope mu pomogła, samo wysłuchanie go było dużą pomocą.
Gdy  skończył mówić podszedł z powrotem do stołu i nalał sobie wódki. Wypił całą zawartość szklanki jednym łykiem.  Dziewczyna natomiast, siedziała naprzeciw niego i nie do końca wiedziała co powinna zrobić. Może powinna mu powiedzieć, żeby nie tracił nadziei, że na pewno będzie dobrze, żeby dalej próbował, walczył o nią? A może powinna powiedzieć, żeby odpuścił, że na pewno spotka kogoś lepszego, że nie tylko Julie chodzi po tym świecie? Nie umiała mu pomóc, nie wiedziała co mu powiedzieć.  Nigdy nikogo nie kochała, owszem kilkakrotnie była zakochana, a raczej zauroczona, ale nigdy nie mogła powiedzieć że kogoś naprawdę kocha. Nie miała pojęcia jak on się teraz czuje. Jedyne co mogła zrobić to powiedzieć mu że jakoś się ułoży i tak właśnie postąpiła. Izzy odpowiedział jedynie krótkim „Oby” , założył kurtkę i wyszedł z domu. Pewnie poszedł się najebać. Została sama, ale jej to nie przeszkadzało. Lubiła samotność. Podeszła do lodówki i zaczęła robić sobie śniadanie.  Zbyt wiele do wyboru nie miała, wyjęła ser masło i chleb i zabrała się za robienie kanapek.  Nawet nie myślała o tym gdzie poszedł Izzy, chciał pobyć sam, widocznie tego właśnie potrzebuje.
***
Julie weszła do mieszkania i od razu włączyła światło w przedpokoju. Nadal była w szoku. Domyślała się, że Izzy coś do niej czuje, ale nie spodziewała się, że okaże to się prawdą.  Zdjęła kurtkę i buty, po czym poszła do salonu. Wzięła telefon ze stolika, usiadła na sofie i wpatrywała się w słuchawkę. W jej głowie kłębiły się tysiące myśli. Chętnie pogadała by teraz z Emily, jednak ona i Duff postanowili dłużej zostać w Seattle i powiedzieli że nie wiedzą kiedy wrócą, a nie chciała prowadzić takiej rozmowy przez telefon. Czy powinna zadzwonić do Izzy’ego i powiedzieć że też go kocha? Tylko czy ona go kocha, nie wiedziała co do niego czuje. Była pewna, że jest dla niej kimś bardzo ważnym, ale czy to właśnie miłość? Tego nie była pewna. Odłożyła słuchawkę na miejsce, poszła do kuchni i zrobiła sobie herbatę.  Potem poszła do salonu, usiadła na kanapie i włączyła telewizor. Czekał ją kolejny samotny dzień, ale tym razem w jej głowie roiło się tak wiele myśli. Nie chciała teraz zadręczać się tym wszystkim. W telewizji właśnie zaczynała się jakaś komedia, postanowiła, że skupi się na oglądaniu filmu, tak też zrobiła.  Nawet nie zauważyła , kiedy zasnęła.
Gdy się obudziła za oknami było już kompletnie ciemno.  Spojrzała na zegar. 23. Długo spała, nagle zaburczało jej w brzuchu. Poszła więc do kuchni , aby przygotować sobie coś do jedzenia. Właśnie kończyła robić spaghetti , gdy usłyszała dzwonek drzwi. Zerknęła na zegar 23.30. „Kto to może być o tej porze?” pomyślała i poszła otworzyć drzwi. Zobaczyła Izzy’ego,  był pijany . Patrzył na nią błagalnym wzrokiem.
-Musiałem tu przyjść… Do ciebie… Julie jesteś taka piękna… -wybełkotał
-Boże Izzy! No wchodź…- dziewczyna była mocno zaskoczona pojawieniem się bruneta w jej mieszkaniu. Wprowadziła go do kuchni i posadziła na krześle.  Zastanawiała się co by tu z nim teraz zrobić. – Izzy tam jest łazienka –wskazała ręką na białe drzwi naprzeciwko kuchni.- Weź chłodny prysznic. Czekaj mam jakieś T-shirty i szorty Duff’a, Emily kiedyś przez przypadek tu przyniosła czy coś, zaraz ci je dam. –chłopak lekko pokiwał głową. Julie poszła do sypialni i po chwili wróciła z ręcznikiem i ubraniami, podała je Izzy’emu , a ten poszedł do łazienki. Po chwili było słychać szum wody. Julie nałożyła sobie spaghetti, usiadła przy stole i zaczęła jeść.  Po paru minutach z łazienki wyszedł brunet, był już bardziej „przytomny”. Delikatnie uśmiechnął się do blondynki, podszedł do niej spojrzał w oczy i wyszeptał „Dziękuję”. 
-Mogę trochę tego spaghetti wiesz dziś prawie nic nie jadłem.- spytał
-Tak, tak jasne... Wiesz Izzy chyba znów musimy porozmawiać. Przepraszam cię że tak się rano zachowałam, ale hmmmm…. Zaskoczyłeś mnie i to bardzo.  Wiesz ja chyba…- tu zawiesiła swój głos.  Izzy, który właśnie nakładał sobie makaron spojrzał, na dziewczynę. W oczach chłopaka widziała uczucie. Wiedziała, że on czeka na to żeby powiedziała, że go kocha. Przymknęła oczy, to wszystko było takie trudne.  „Julie zdecyduj się… On cię kocha a ty potrzebujesz miłości… Przecież jesteś taka samotna. On jest taki przystojny, świetnie ci się z nim gada.  Tak to jest miłość.” Mówiła sobie w myślach. Wzięła głęboki oddech.- ja chyba też cię kocham- powiedziała cicho.  
Chłopak odłożył talerz podszedł do niej i mocno wpił się w jej usta. Uniósł dziewczynę i posadził na stole.  Zaczął błądzić rękami po jej plecach, nie przestając ją całować. Całował jej usta , szyję, kochał każdy centymetr jej ciała, był tego pewien. Ona teraz też już wiedziała,  że go kocha. Powoli zdjął jej koszulkę. Dziewczyna spojrzała na niego i się zaśmiała.
-Jeszcze przed chwilą chciałeś jeść. –powiedziała.
-Ale teraz chcę ciebie…- mruknął i wrócił do całowania dekoltu dziewczyny.
 Nagle poderwał ją do góry, ona oplotła go nogami  i tak ruszyli w stronę sypialni. Izzy delikatnie położył Julie na łóżku. Po czym odszedł na chwilę od niej aby włączyć muzykę.  Zdjął spodnie, Julie zrobiła to samo. Chłopak z powrotem podszedł do łóżka i wrócił do całowania blondynki.  Po chwili Julie była już nad Izzy’m i całowała jego tors. Spojrzała  chłopakowi w oczy. Wzrok miał przepełniony pożądaniem. Julie uśmiechnęła się pod nosem i wróciła do całowania. Schodziła coraz niżej, gdy dotarła do jego krocza chłopak wydał z siebie cichy jęk.  Dziewczyna podniosła się trochę i pocałowała chłopaka w usta.  Chłopak obrócił ją tak, że znów była pod nim zdjął jej biustonosz i zaczął całować jej piersi.  Ssał jej sutki a dziewczyna cichutko jęczała.  Po chwili byli już zupełnie nadzy.  Dziewczyna wplotła ręce we włosy Izzy’ego i zaczęła namiętnie go całować.
-Masz gumki? – spytała dziewczyna.
-Mhm- powiedział Izzy.
Nagle chłopak w nią wszedł. Dziewczyna krzyknęła, z każdą minutą jęki i krzyki stawały się coraz głośniejsze.  Izzy starał się je stłumić pocałunkami, jednak to nie wiele dawało.  Czuł że dziewczyna jest już bliska spełnienia.
-Kocham … Cię… Bardzo, cię kocham!!!- krzyknęła dziewczyna i zmęczona opadła na bruneta. Ten tylko się uśmiechnął i pocałował ją w czoło. Julie zsunęła się z niego i położyła obok.  Izzy mocno ją przytulił i tak zasnęli.
***
Ostatnie  pięć tygodni wiele zmieniły w życiu Lucy i Izzy’ego.  Byli jeszcze bliżej ze sobą, chłopak nawet przeprowadził się do blondynki.  Od paru dni blondynka gorzej się czuła, wymiotowała i ogólnie była słaba. Jednak Izzy dzielnie się nią opiekował, raz nawet ugotował rosół co mile zaskoczyło Julie.
Julie właśnie wróciła z łazienki i wykończona padła na łóżko. Znów wymiotowała. Izzy pogłaskał ją po głowie i ucałował w policzek.
-Powinnaś iść do lekarza.- powiedział
-Ale przecież nie mam gorączki, jestem zdrowa. Po prostu czymś się zatrułam. –odpowiedziała dziewczyna.
-A może ty jesteś w ciąży co?- dziewczyna właśnie tego się obawiała. Prawdopodobieństwo ciąży było bardzo wysokie , ale jak to możliwe? Przecież się zabezpieczali. Dziewczyna bała się przyznać że spóźnia jej się okres. Bała się że Izzy ją zostawi. Nie odpowiedziała na jego pytanie, nie musiała.-Dobra zapiszę cię do lekarza. Może przyjmie cię jeszcze dziś. –powiedział, wstał z łóżka i poszedł do salonu.  Po chwili słyszała już rozmowę Izzy’ego z lekarzem.  A co jeśli okaże się że jest w ciąży? Jak dadzą sobie radę? Przecież są jeszcze młodzi, jeszcze nie czas na dzieci.
Parę godzin później siedziała już w poczekalni u lekarza. Cudem przekonała Izzy’ego, żeby został w domu. Bała się i to bardzo ale jakoś nie chciała żeby był tu z nią. Wolała być sama. Po długich oczekiwaniach została zaproszona do gabinetu. Po długich badaniach, lekarz kazała jej zaczekać na korytarzu po paru minutach ponownie zaprosiła ją do gabinetu.
-Pani Swissy jest pani w ciąży, gratuluję! To końcówka 2 miesiąca.- powiedziała lekarz z uśmiechem. Jednak Julie wcale nie była szczęśliwa. Drugi miesiąc… To mogło oznaczać tylko jedno… Szybko wstała i wyszła z gabinetu, a potem z budynku.
Szła szybkim krokiem wciąż płacząc. Co teraz będzie? Izzy pewnie ją zostawi… Zostanie sama z dzieckiem. Czemu spotkało to właśnie ją i właśnie teraz gdy była taka szczęśliwa.
 Po kilkunastu minutach drogi doszła do domu.  Weszła do mieszkania i trzasnęła drzwiami. Po chwili w przedpokoju pojawił się Izzy. Spojrzał na dziewczynę , podszedł do niej i ją przytulił.
-Izzy, jestem w ciąży…- chłopak przytulił ją jeszcze mocniej i pocałował. Był szczęśliwy w przeciwieństwie do niej.
***
No dobra wiem nie jest długi, ale mam nadzieję, że się podobał. To był pierwszy w moim życiu opis seksu, co prawda nie do końca wyszło jak chciałam. Nie było tu również Duff’a i Emily ale wkrótce powrócą. Błagam komentujcie to dla mnie baaaaaaaaaaaaardzo ważne.